February 10, 2026

Napoje pogrzebowe, cmentarze z ogródkami warzywnymi… Strach przed śmiercią, lęk, który można oswoić

W czasach, gdy epidemia brutalnie uświadomiła nam naszą śmiertelność, nowe inicjatywy na nowo analizują nasz stosunek do śmierci.

I pomagają nam stawić czoła naszym głębokim lękom.Pomiń reklamę

W sobotni wieczór zapraszasz przyjaciół na kolację.

Pomiędzy serem a deserem jeden z nich pyta: „Jaki rodzaj drewna wybrałeś na swoją trumnę ? Dąb czy mahoń?”.

W naszych zachodnich społeczeństwach ten temat rozmowy zazwyczaj tworzy niezręczną atmosferę. A jednak, według socjologa i etnologa Bernarda Crettaza, jest to więcej niż konieczne. W 2004 roku, aby przełamać to milczenie, które uważa za „tyraniczne”, założył w Szwajcarii „Death Café”, grupę dyskusyjną skupioną na śmierci, w swobodnej, nieformalnej atmosferze bistro.

Rozmawiają tam o żałobie, pogrzebach, chorobie, życiu pozagrobowym… Rozmowy przeplatają się ze łzami, ale i śmiechem. A kończą się wspólnym posiłkiem. Chociaż inicjatywa ta zakończyła się w 2014 roku, od tamtej pory zainspirowała podobne projekty tu i tam we Francji, wszystkie motywowane wspólnym celem: pojednaniem nas z naszą śmiertelnością.

Biuletyn Zdrowych Inspiracji

W każdą sobotę

W każdą sobotę nasz zespół redakcyjny udzieli Ci wskazówek na temat dobrego samopoczucia i odżywiania, dzięki którym możesz prowadzić zdrowszy tryb życia.Adres e-mailRejestr

Uniwersalne tabu

Po artykule „Jak złożyć kondolencje?”, przewodnik „5 etapów żałoby” stał się jednym z najchętniej czytanych artykułów na trafnie nazwanej francuskiej stronie internetowej Happy End , która zajmuje się wszystkim, co związane ze śmiercią. Nic dziwnego, jak twierdzi jej założycielka, Sarah Dumont: „Wiemy tak mało o śmierci, że czujemy się nieswojo w jej obecności”. Ten dyskomfort towarzyszy nam nawet przy łóżku zmarłego. „Kiedy ktoś umiera, niektórzy krewni nie chcą już wchodzić do jego pokoju, obawiając się, że śmierć w końcu dopadnie również ich” – relacjonuje Xavier, pielęgniarz opieki paliatywnej w Metz. Nawet słowo „umrzeć” jest tabu: ludzie wolą mówić, że ktoś „odszedł” lub „odszedł”.

Jak doszło do takiego tabu? „Nadmierna medykalizacja przeniosła śmierć do szpitala: ludzie nie umierają już w domu, ale w 70% przypadków w placówkach opieki zdrowotnej” – podkreśla Marie-Frédérique Bacqué, profesor psychopatologii i przewodnicząca Francuskiego Towarzystwa Tanatologicznego. Od szpitalnego łóżka do trumny zmarły przechodzi korytarzem, zasłonięty przed wzrokiem, zwłaszcza tych najbardziej niewinnych. „Nigdzie nie uczymy się, jak radzić sobie z żałobą , a wiele rodzin nadal utrwala tę ignorancję, na przykład wykluczając dzieci z pogrzebów” – ubolewa Sarah Dumont.

Otwórz dialog

Często mówi się, że aby stawić czoła swojemu strachowi, trzeba spojrzeć mu prosto w oczy. Taous Merakchi jednak to akceptuje. Dosłownie. Od dzieciństwa 33-letnia dziennikarka fascynowała się Ponurym Żniwiarzem, marząc o niej jako o gotycko-romantycznej postaci, skrycie mając nadzieję, że pewnego dnia zostanie porwana w powozie w stylu Tima Burtona . Kiedy studio podcastowe Nouvelles Écoutes zaoferowało jej w 2018 roku możliwość eksploracji, bez filtrów, wszystkich aspektów śmierci — od oglądania ciała po obrzędy pogrzebowe na całym świecie, w tym samobójstwo i utratę zwierzaka — zgodziła się bez wahania. „Nie było żadnej niezręczności. Powiedziałam im nawet: »To idealnie, mój ojciec zmarł trzy lata temu, będę miała osobiste doświadczenie, które wniosę do stołu oprócz śledztwa«” — wspomina gospodarz Mortel .

To ta sama surowa, czasem lekko prowokacyjna szczerość, którą odnajdujemy w „Death Happy Hours”, francuskiej wersji „Death Cafés”, organizowanych od grudnia 2018 roku przez Sarah Dumont ze strony internetowej Happy End . „Nie ma ustalonego tematu; wszyscy mówią swobodnie” – wyjaśnia. „Dobrze jest uwolnić się od lęków i zmartwień i usłyszeć od innych, którzy przechodzą przez to samo”. „Śmierć jest uniwersalną, fascynującą zagadką. Nie wiemy, co kryje się za nią, i ważne jest, aby ubrać tę rzeczywistość w słowa, wyjść poza teorię i wyrazić to, co naprawdę nas porusza” – dodaje Bernard Crettaz.

Kobiety na miejscu śmierci

Za ladą tych „spotkań śmierci”, które z powodu pandemii COVID-19 odbywają się obecnie na Zoomie, siedzą młodzi ludzie pragnący zaspokoić swoją ciekawość, starsi ludzie przygotowujący się do „odejścia”, osoby, które doświadczyły śmierci klinicznej, a przede wszystkim osoby pogrążone w żałobie. Dziewięćdziesiąt procent uczestników to kobiety: „Przewodniczą zarówno narodzinom, jak i śmierci” – podkreśla Bernard Crettaz. „Dają życie, jednocześnie doświadczając strachu przed śmiercią i utratą dziecka. Przez długi czas na wsiach zajmowali się nawet upiększaniem ciał zmarłych”.

To praca, którą obecne pokolenie czuje się gotowe kontynuować, zmieniając jednocześnie sposób myślenia, jak twierdzi podcaster Taous Merackhi. „Odżyło zainteresowanie tym, co dzieje się z naszymi ciałami, co im robimy i czego już nie chcemy ” – wyjaśnia dziennikarz. „Ta refleksja naturalnie wysuwa na pierwszy plan kwestię śmiertelności: zastanawiamy się, co zrobić z naszymi zmarłymi ciałami i jak się z tym czujemy”. Pandemia COVID-19 dodała kolejny wymiar do tych pytań. „Ten wirus był sygnałem ostrzegawczym dla wszystkich” – dodaje dziennikarka Sarah Dumont. „Zarówno młodzi, jak i starsi zdali sobie sprawę z naszej śmiertelności, a wzmacniając ten strach, nawiązaliśmy swoisty dialog na ten temat”.

Demistyfikacja następstw

Co się dzieje, gdy życie nas opuszcza? Czy na zawsze zasłaniamy zasłonę, czy wstępujemy do nieba? To przejście do życia pozagrobowego (lub do tego świata, w zależności od perspektywy) rodzi najwięcej pytań. „W obliczu śmierci racjonalność nie ma miejsca” – dodaje profesor psychopatologii Marie-Frédérique Bacqué. Według specjalisty, choć dyskurs religijny mógł kiedyś dawać poczucie bezpieczeństwa, spadek wiary i nadmierna medykalizacja opieki paliatywnej pozbawiły nas tego duchowego ujścia. Na swoim oddziale opieki paliatywnej w Metz Xavier często spotyka się z tym problemem. „Ponieważ opiekunowie codziennie są świadkami śmierci, ludzie wyobrażają sobie, że znamy więcej odpowiedzi niż przeciętny człowiek na temat tego, co będzie dalej” – zauważa zaskoczony.

Od 2017 roku ten pielęgniarz, pod pseudonimem „The Starry Man”, opowiada o swoim codziennym życiu i życiu swoich pacjentów poprzez rysunki na Instagramie, które później przekształciły się w powieść graficzną (1). Czułe rozmowy, lekcje szwedzkiego, kulinarne wyzwania, rockandrollowa ścieżka dźwiękowa… Jego kadry, pełne emocji i humoru, a także jego wytatuowany wiking, burzą utarte wyobrażenie o jałowym końcu życia. „Jesteśmy dalecy od wyimaginowanej pułapki śmierci. Szpital to prawdziwie ludzkie miejsce, w którym można doświadczyć wspaniałych spotkań. Oferujemy większość spokojnych pożegnań” – zapewnia mężczyzna, który w tym miesiącu publikuje „* I Will Be There! *” (2), swoją drugą książkę poświęconą swojemu powołaniu. Zanim dodał: „Nie mam kontroli nad lękiem, ale mogę go słuchać i pracować nad ukojeniem bólu fizycznego”.

Świętowanie życia

Niezależnie od tego, czy jesteś wierzący, czy nie, koniec nie oznacza tylko smutku i rozpaczy. „Śmierć dodaje smaku naszemu życiu” – twierdzi Xavier. Po przekroczeniu linii mety pozostaje tylko świętowanie z klasą. Od wiklinowych trumien, przez kolorowe, kwiatowe stroje, a nawet vana Volkswagena przerobionego na karawan – dziennikarka Sarah Dumont na swojej stronie internetowej Happy End wychwala spersonalizowane, radosne i ciepłe pogrzeby. „Kiedy mój ojciec zmarł, zerwaliśmy z tradycją i zorganizowaliśmy jego pogrzeb w sali koncertowej” – wspomina. „Jego bliscy przemawiali, grali muzykę, a trumna odeszła pokryta małymi fluorescencyjnymi nutami, z których każda niosła przesłanie. Jego energia rezonowała z każdym z nas tego dnia i niosła nas przez życie”.

Cmentarz również przechodzi metamorfozę dzięki Gaëlle Le Guillou, artystce wizualnej, która sieje nasiona między i na grobach. W 2015 roku kupiła działkę na cmentarzu Bouteillerie w Nantes, aby przekształcić ją w
ogród warzywny z przyjaciółmi . Pomysł spodobał się radzie miasta i mieszkańcom, a nawet zaowocował wystawą w ramach festiwalu sztuki
„Le Voyage à Nantes” . Od tego czasu, wraz z wolontariuszami ze swojego
stowarzyszenia Big Bang Memorial , kontynuuje pielęgnowanie zieleni wokół kostnicy i opowiadanie przechodniom o jej historii. „Nie wierzę w duszę, ale te liczne małe prywatne przestrzenie, połączone w kameralne miejsce publiczne, powinny pozostać pięknym śladem człowieczeństwa” – podkreśla. „Ich przeznaczenie nie powinno ograniczać się do kontemplacji. Ludzie powinni móc usiąść, bawić się, uprawiać ogród, śmiać się… o ile celebrujemy życie”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *