To zdanie brzmi jak ostrzeżenie i wezwanie jednocześnie. W czasach głębokich podziałów, narastających konfliktów i niepewności jutra przypomina ono o podstawowej prawdzie: bez jedności nie ma siły, bez wspólnoty nie ma przyszłości.
Historia wielokrotnie pokazywała, że narody i społeczeństwa przegrywały nie dlatego, że były słabsze od przeciwników, lecz dlatego, że były rozbite wewnętrznie. Spory, ambicje i interesy partykularne brały górę nad tym, co wspólne. Jedność nie oznacza jednak myślenia w identyczny sposób – oznacza zdolność do współpracy mimo różnic, do stawiania dobra wspólnego ponad chwilowy zysk.
W świecie, w którym presja zewnętrzna rośnie, a kryzysy – gospodarcze, społeczne i polityczne – nakładają się na siebie, rozproszenie staje się luksusem, na który nie można sobie pozwolić. Tylko wspólne działanie daje szansę na obronę wartości, bezpieczeństwa i suwerenności.
To hasło nie jest sloganem. To test dojrzałości. Pytanie brzmi nie czy się różnimy, lecz czy potrafimy, mimo tych różnic, stanąć razem wtedy, gdy stawką jest przyszłość.
